Medycyna w Mundurze
Zapraszamy na pierwszy Kongres Ratowników Medycznych
Rozmowa z mgr. Magdaleną Żurowską przewodniczącą zarządu Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych, który organizuje Pierwszy Kongres Ratowników Medycznych.
Czego współczesny wojownik nauczy się od średniowiecznego medyka?
Zakaz picia wody z niezbadanych źródeł. Obowiązek grzebania zwłok i usuwania nieczystości. Wzmocnienie odporności organizmu przez podawanie leków. Unikanie organizowania obozowisk w szkodliwych dla zdrowia warunkach terenowych i atmosferycznych. Dziś są to oczywiste zasady „zabezpieczenia sanitarno-higienicznego i przeciwepidemicznego wojsk”. Warto jednak wiedzieć, że zalecał je Arnold de Villanova już sto lat przed bitwą pod Grunwaldem!
WIM uhonorowany przez odznaczonych Virtuti Militari
Wojskowy Instytut Medyczny znalazł się w elitarnym gronie osób oraz instytucji wyróżnionych Odznaką Honorową Klubu Kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Stowarzyszenie zrzeszające weteranów II wojny światowej, odznaczonych najwyższym polskich orderem wojennym, doceniło pomoc, jakiej temu środowisku udzielają pracownicy Instytutu.
Na okolicznościowym dyplomie weterani napisali: „W podziękowaniu i w uznaniu za udzielaną opiekę medyczną oraz okazywaną patriotyczną życzliwość dla Dam i Kawalerów Orderu Virtuti Militari”.
- Jesteśmy zaszczyceni tym wyróżnieniem. W WIM leczymy większość naszych żołnierzy rannych w czasie misji wojskowych. Niektórzy z nich są kawalerami Orderu Krzyża Wojskowego. To obecnie najwyższe odznaczenie nadawane za męstwo na polu walki, współczesny odpowiednik wojennego Virtuti Militari. Jest więc oczywiste, że musimy pomagać także weteranom. Przed laty oni wykazywali swoją ponadprzeciętną odwagę w walce o Ojczyznę. W ten sposób chcemy też pokazać więzi łączące pokolenia żołnierzy, którzy dla Polski i Polaków narażali i narażają zdrowie oraz życie - mówi gen. bryg. dr hab. Grzegorz Gielerak, dyrektor WIM.
Dzień z życia lekarza na misji
„Dyżur z Krwawą Zarazą”
„Róża czerwono…”
- Zamknij się, Franek! Tak, tak. Wiem.
Sięgam po komórkę, wyśpiewującą sygnał porannego budzenia i wduszam odpowiedni klawisz. Franek Dolas milknie natychmiast. Dobrze wie, że dzisiaj nie musi się wysilać – jeżeli zaśpię, sam Hipokrates poderwie się z grobu i wygoni na dyżur.
Bo przecież dzisiaj mam dyżur!
Wygrzebuję się ze śpiwora, wsuwam nogi w buty, chwytam przybory do mycia, dziarsko ruszam do drzwi. Otwieram je i… Ojojoj! Cofam w popłochu nogę.
Za drzwiami wszystko płynie.
Przez ostatnie parę dni napadało śniegu po pachy, a potem zaczęło grzać słoneczko. Śnieg, zgodnie ze swym zwyczajem, stopniał i zamienił się w wodę. Ta płynie zewsząd, starając się wcisnąć pomiędzy rozpadliny wciąż zamarzniętej ziemi, ale, umówmy się – nie ma łatwego zadania. Jest jej po prostu zbyt dużo. Dookoła, jak okiem sięgnąć, mini jeziora, stawy, strumienie. Głębokość: co najmniej do połowy łydek. Po prostu „Wodny Świat” - i tylko Kevina Costnera brakuje.
Ściągam buty pustynne, w które wskoczyłam aż nazbyt pochopnie. Sięgam po moje prywatne „górale”, choć to posunięcie wiąże się z pewnym ryzykiem. Już parę razy oberwało mi się za noszenie cywilnych butów do munduru i niewiele pomogło tłumaczenie, że „szczury” przemakają natychmiast, a oficjalne armijne występują w bazie w najmniejszym rozmiarze męskiej dwudziestki ósemki, czyli o dobre dwa rozmiary za dużo i chodzić się w nich nie da. Gwoli szczerości przyznać należy, że i mnie samą zestawienie brązowo-buraczkowego koloru „górali” z zielono-oliwkowym mundurem wz. 93 nieco razi. Gdyby były gustownie czarne, nikt by nie zwrócił uwagi. Niestety nie mam innych. Trudno, zakładam „buraczki”.
Szybka toaleta, ubranie munduru, kawa w dłoń – i pędzę na odprawę. Nie mogę się spóźnić. Dzisiaj mam dyżur.
Na odprawie powszechny lament, zgroza i strach. Zastępca szefa załamuje ręce. Otóż chcą nam przywieźć z miasta Straszną, Krwawą Zarazę!
Zabójczo brudne ręce
Rozmowa z płk. dr. hab. n. med. Krzysztofem Korzeniewskim, kierownikiem Zakładu Epidemiologii i Medycyny Tropikalnej Wojskowego Instytutu Medycznego.