Medycyna w Mundurze
Wojskowa służba zdrowia: rzeczywistość wymusza reformę

Mirosław Różański: Temat jest bardzo rozległy. Całościowo mamy omawiać sprawy wojskowej służby zdrowia?
MwM: Dziś zostawmy na boku struktury i sztaby. Popatrzmy na to przez pryzmat „wojskowych dołów”.
M. R.: Jako młody oficer musiałem realizować tematy związane ze szkoleniem sanitarnym. Zwykle robiło się to na strzelnicy, bo te zajęcia obowiązkowo zabezpieczał lekarz. Wszystko zależało wtedy od inwencji dowódcy i zaangażowania lekarza. Żołnierze ćwiczyli zakładanie szyny Kramera na „złamaną” nogę, czepca na „krwawiącą” głowę, uczyli się bandażowania „w jodełkę”. Główną niedogodnością było to, że zajęcia prowadził lekarz, a przecież dotyczyły one tematów, które w rzeczywistości wykonywał średni personel medyczny. To już powinno być sygnałem, że coś jest nie tak. Ale wszystko szło dobrze, do czasu, gdy trzeba było sprawdzić te umiejętności w praktyce. Dlatego po 2003 r., już po pierwszej zmianie w Iraku, żołnierze zaczęli – powiem delikatnie – widzieć mankamenty tego szkolenia.
Czytaj więcej...
DR NARCYZ RADZI. Piorun nie zawsze zabija, czyli o porażeniach
Każdego roku na świecie rejestruje się około tysiąca porażeń piorunem. Z tego tylko około 30 proc. kończy się śmiercią. Większość tragicznych finałów jest rezultatem nagłego zatrzymania krążenia i oddechu. Osoby, które w wyniku porażenia tego nie doznają, mają znaczne szanse przeżycia.
Najczęściej zagrożone porażeniem piorunem są osoby prowadzące prace polowe oraz tzw. aktywność outdoorową: jazdę rowerem, turystykę, wspinaczkę górską itp.
Mechanizmy urazu:
Istnieje kilka mechanizmów urazu w wyniku porażenia piorunem:
1. Bezpośrednie rażenie piorunem – najczęściej śmiertelne.
2. Odbicie pioruna od drzewa lub innych przedmiotów lub osób stojących w pobliżu (tzw. side flash).
3. Porażenie kontaktowe - powstaje wówczas, gdy osoba dotyka innej osoby lub przedmiotu ulegającemu porażeniu piorunem.
4. Porażenie gruntowe - powstaje w momencie, gdy piorun uderza w ziemię. Wówczas między dwoma punktami znajdującymi się w pewnej odległości powstaje różnica potencjałów (tzw. napięcie krokowe).
5. Szok wywołany falą uderzeniową lub skurcz mięśni spowodowany wyładowaniem - może powodować utratę równowagi i np. odpadnięcie wspinacza od ściany.
Na wojnie z mikrobami

Teraz leci do Afganistanu już trzeci raz. W czasie siódmej, dziewiątej i częściowo dziesiątej zmiany, spędziła tam w sumie czternaście miesięcy. Ten wyjazd ma trwać co najmniej siedem miesięcy.
- Misje wciągają. Dają wciąż nowe doświadczenia i olbrzymią satysfakcję. Jaka jest różnica między pracą w Polsce i Afganistanie? Najprościej: w kraju dbam o stan zdrowia pacjenta, na misji – pomagam w ratowaniu życia – tłumaczy.
Po ukończeniu Wydziału Farmaceutycznego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, w 2008 r., rozpoczęła pracę jako młodszy asystent w Wojskowym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa.
- Kiedyś spotkałam dziewczynę po misji w Syrii. Opowiadała o niedogodnościach, ale głównie o egzotyce, egzotycznej przygodzie, taniej biżuterii. Tego fajnie się słuchało. Spodobało mi się i też chciałam polecieć na misję. Jednocześnie doszłam do wniosku, że na moim stanowisku już się wszystkiego nauczyłam. Szukałam nowego wyzwania – wspomina.
Miała świadomość, że Afganistan to nie spokojna misja w Syrii, ale jak faktycznie to wszystko wygląda, przekonała się na miejscu.
'Dum spireo, spero' III konferencja naukowa im. gen. bryg. dr. hab. med. Wojciecha Lubińskiego.
Wojskowy Instytut Medyczny oraz Warszawsko-Otwocki Oddział Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc (PTChP) zorganizowały III konferencję naukową „Dum spireo, spero” (łac. „Póki oddycham, mam nadzieję”). Spotkanie z udziałem najwybitniejszych polskich specjalistów zajmujących się problematyką chorób płuc poświęcone zostało pamięci pneumonologa, lekarza Prezydenta RP - gen. bryg. dr. hab. med. Wojciecha Lubińskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r.
Przeczytaj więcej o patronie konferencji
Wojtek Lubiński – naukowiec, nauczyciel, oficer, lekarz, przyjaciel
Sesja naukowa: Wojtek Lubiński – żywa pamięć
Konferencji zorganizowanej 12 kwietnia br. przewodniczyli: gen. bryg. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego oraz dr n. med. Tadeusz M. Zielonka, przewodniczący Warszawsko-Otwockiego Oddziału PTChP.
Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami poszczególnych wykładów.
Zaczęło się pod Monte Cassino. Penicylina w leczeniu Polaków.
Dla medyków w mundurach bitwa pod Monte Cassino przeszła do historii nie tylko z powodu heroizmu polskich żołnierzy. Wtedy, po raz pierwszy, rannych żołnierzy mogli leczyć penicyliną.
Nad pozyskaniem antybiotyku pracowano przez dekady. Jednak do olbrzymiego przyspieszenia masowej produkcji przyczynił się wybuch II wojny światowej. Dopiero w 1943 r. lek stał się szerzej dostępny. Pierwszy antybiotyk uratował życie i uchronił od kalectwa tysiące żołnierzy amerykańskich, brytyjskich, nowozelandzkich, kanadyjskich, francuskich i polskich.
Pierwszym związkiem taktycznym Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, który otrzymał penicylinę był 2. Korpus Polski, który od początku 1944 r. znajdował się we Włoszech. W czasie kolejnego szturmu na Linię Gustawa, Polacy mieli zdobyć masyw Monte Cassino. Dowództwo alianckie zadecydowało, że każdy korpus 8. Armii – w skład którego wchodziły polskie formacje - dostanie pewną ilość penicyliny. Po sporych problemach, dopiero w maju 1944 r., Polacy otrzymali zapas 2 milionów jednostek oksfordzkich penicyliny. Specyfik trafił do dyspozycji szefa służby zdrowia 2. KP ppłk dr Mariana Dietricha.
Wiedząc o planowanej dostawie nowego, posiadającego niezwykłe możliwości, leku, ppłk Dietrich przygotował tymczasową instrukcję stosowania penicyliny. Zdecydował jednocześnie, że w pierwszej kolejności antybiotyk dotrze do polowych czołówek chirurgicznych oraz Sanitarnych Ośrodków Ewakuacyjnych nr 3 i nr 5. Reszta leku – jako rezerwa – została przekazana do Polowej Pracowni Bakteriologiczno–Chemicznej.