Medycyna w Mundurze
Tak szkolą się medycy amerykańskich sił specjalnych
Co dla mężczyzny jest trudniejsze? Odebranie porodu i samodzielna opieka nad noworodkiem? Czy może konikotomia - przypominająca poderżnięcie gardła rannemu towarzyszowi broni? Komandos po Special Operations Combat Medic, zaawansowanym kursie dla medyków sił specjalnych USA musi takie rzeczy robić bez chwili wahania. Dotychczas SOCM zaliczyło tylko dwóch Polaków, doświadczonych operatorów Wojsk Specjalnych. Każdy z nich dysponuje umiejętnościami, którymi można obdzielić spory zespół ratowników. Bo główny cel kursu jest jasny. Operator, który go ukończy musi w warunkach pola walki, przez 72 godziny, podtrzymać życie ciężko rannego kolegi.
- To wynika ze specyfiki sił specjalnych. Dlatego ratownicy powinni mieć wiedzę szerszą, niż koledzy z sił konwencjonalnych, a niekiedy nawet lekarze – opowiada Sikor, żołnierz Jednostki Wojskowej Komandosów, który właśnie odbywa końcowe praktyki w szpitalu. Pod koniec kwietnia, po szesnastu miesiącach szkolenia, wraca do Polski.
Ten podoficer na sobie sprawdził, jak ważną rolę na misji odgrywa ratownik medyczny. W czasie drugiej zmiany w Iraku, w zasadzce kula z kałasznikowa przebiła hełm Sikora, ale tylko drasnęła ucho. Chwilę później dostał w bark. Znowu szczęśliwie. Kula przeszła przez mięśnie, nie uszkodziła kości, nerwów, arterii… Odmówił rotacji medycznej do kraju, po kilku tygodniach leczenia w szpitalu polowym wrócił do oddziału. Potem kolejny raz służył w Iraku i w Afganistanie. Jest jednym z pierwszych odznaczonych Orderem Krzyża Wojskowego, współczesnym odpowiednikiem orderu Virtuti Militari.
'Medyk.. Medyk... Medyk...' Czyli wszystko zależy od wiedzy i plecaka
Zwykle zaczyna się od potężnego wybuchu, trochę wygłuszonego przez pancerz pojazdu. Potem słychać serie strzałów i komendę podaną przez radio: „Medyk… Medyk… Medyk…”.
- Kiedy to słyszę, automatycznie przyśpiesza mi serce. Ręce delikatnie zaczynają się pocić, w myślach powtarzam pytanie: czy dam radę? – relacjonuje Tomasz Sanak, ratownik medyczny z Zakładu Medycyny Pola Walki Wojskowego Instytutu Medycznego. Ukończył studia magisterskie w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, trzy razy był w Afganistanie: w 2007 r. na pierwszej „bojowej” zmianie PKW, na przełomie 2009 i 2010 r. – na szóstej oraz w 2011 r. – na dziewiątej zmianie kontyngentu.
Już w bazie przygotowuje staze taktyczną. – Trzymam ją w dłoniach. Rozwiniętą, gotową do użycia. Wiem, że jak coś się wydarzy, to zdenerwowanie połączone z wysiłkiem fizycznym i psychicznym, potrzebnym na dotarcie do poszkodowanego, spowoduje drżenie rąk. Wtedy szukanie stazy jest zdecydowanie trudniejsze, niż zwykle. Dlatego poza bazą zawsze mam ją w zasięgu. Z dużym prawdopodobieństwem można bowiem przyjąć, że przy udzielaniu pomocy będę nią tamował krwotok– kontynuuje Tomasz Sanak.
Gdy otwierają się drzwi transportera, ratownik – podobnie jak reszta żołnierzy - nigdy nie wie, jak za moment rozwinie się sytuacja? Czy doszło tylko do wybuchu „ajdika”? Czy detonacja miny-pułapki będzie połączona z krótkim „kontaktem”? Czy może patrol wpadł w poważną zasadzkę?
Jak szkolą się medycy przed wyjazdem do Afganistanu? ZOBACZ FILM
Na wniosek Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych RP specjaliści z Wojskowego Instytutu Medycznego przeprowadzili w marcu dwutygodniowy kurs dla personelu medycznego przygotowującego się do wyjazdu na misję do Afganistanu.
Dzięki ekipie Combat Camery Dowództwa Operacyjnego możemy Wam pokazać film ze szkolenia w Wojskowym Instytucie Medycznym oraz pokazać namiastkę tego, co kursantów czeka w Afganistanie.
- Szkolenie obejmowało zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną. Zależało nam na tym, aby wiedzę przekazywały osoby mające duże oraz aktualne doświadczenie z działania w dynamicznie zmieniającej się sytuacji w Afganistanie. Mamy bowiem lekarzy i ratowników medycznych, którzy w misjach spędzili ponad dwa lata – mówi płk dr n. med. Stefan Antosiewicz komendant Centrum Kształcenia Podyplomowego WIM, które wraz z Zakładem Medycyny Pola Walki WIM zorganizowało szkolenie.
Nowa siedziba Centrum Kształcenia Podyplomowego WIM już otwarta
Ponad pół tysiąca lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych zyskało miejsce, w którym może podnosić kwalifikacje zawodowe. 4 kwietnia otwarto bowiem nową siedzibę Centrum Kształcenia Podyplomowego Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.
- Jesteśmy największym szpitalem w Polsce. W WIM jednocześnie 650 lekarzy może specjalizować się w 43 dziedzinach medycyny. Akredytowane formy podnoszenia kwalifikacji zawodowych dostępne są także dla pielęgniarek i ratowników medycznych. Aby jeszcze bardziej profesjonalnie - a jednocześnie elastycznie - odpowiadać na potrzeby współczesnej służby zdrowia, w 2010 r. w Instytucie utworzono Centrum Kształcenia Podyplomowego (CKP) – wyjaśniał gen. bryg. dr hab. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor WIM.
PRZECZYTAJ WYSTĄPIENIE DYREKTORA WIM
W imieniu ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka, gratulacje i życzenia sukcesów w działalności dydaktycznej i leczniczej przekazał zebranym Waldemar Skrzypczak podsekretarz stanu w MON ds. uzbrojenia i modernizacji.
– Wojskowy Instytut Medyczny to swoisty pomnik wystawiony żołnierzom. To tutaj kumuluje się wiedza i doświadczenie, a co szczególnie istotne – prowadzona jest medyczna analiza wniosków z działania wojska na polu walki, pozwalająca wciąż doskonalić proces kształcenia kadr i leczenia pacjentów – mówił wiceminister. Waldemar Skrzypczak, który przez wiele lat był dowódcą liniowym, dowodził jedną ze zmian kontyngentu w Iraku, przygotowywał żołnierzy do misji bojowych w Iraku i Afganistanie, podkreślał jak w ostatnich latach zmieniło się zabezpieczenie medyczne misji wojskowych. Stwierdził także, że nastąpi zmiana niektórych przepisów, ograniczająca obecnie sprawne szkolenie żołnierzy-ratowników medycznych.
Ratownicy medyczni szkolą afgańskich policjantów
Jeśli ktoś leży, nie rusza się i nie oddycha, to najprawdopodobniej nikt nie będzie go ratował. Na afgańskiej prowincji nieprzytomnego często traktuje się jak zmarłego. Dlatego tak ważne są szkolenia prowadzone przez służby medyczne Polskiego Kontyngentu Wojskowego. W prowincji Ghazni nie funkcjonuje jakikolwiek system ratownictwa medycznego. Jedyna sprawną i uniwersalną służbą jest lokalna policja. Specjaliści z PKW podjęli się więc trudnego zadania - szkolą policjantów afgańskich do udzielania pomocy medycznej na miejscu zdarzenia.